Po sali roznosił się głos nauczycielki z cichym tykaniem zegara naściennego w tle. Położyłam głowę na ławce, próbując skupić się na prowadzonej lekcji. Niestety nie docierało do mnie nic prócz pojedynczych słów, nie chcących ułożyć się w logiczne zdania. Westchnęłam cicho. Czułam lekkie pulsowanie w głowie w towarzystwie kompletnego znudzenia oraz wielkiej ochoty na spanie. Krzywiąc się spojrzałam na Huntera, siedzącego na końcu pomieszczenia i bazgrzącego coś w zeszycie. Ciemne, brązowe kosmyki włosów skutecznie zasłaniały jego oczy za każdym razem, gdy mocniej się pochylił. Wyglądało to dziwnie, ale zarazem śmiesznie.
- Hunter - wyszeptałam w jego stronę, mając nadzieję na brak uwag od nauczycielki, która wciąż zawzięcie tłumaczyła lekcje. Brunet nie reagował, więc kontynuowałam swoje zajęcie, powtarzając to kilka razy przed kompletnym straceniem cierpliwości.
- Cholera, Hunter! - powiedziałam normalnym głosem, rzucając w niego ołówkiem. Wzrok klasy spoczął na naszej dwójce. Przestraszony chłopak zwrócił się w moją stronę z pytaniem wymalowanym na twarzy. Speszyłam się lekko całą uwagą jaką przyciągnęłam. Usłyszeliśmy chrząkanie nauczycielki, stojącej przy tablicy.
- Panno Fortman, z całym szacunkiem, proszę o zaprzestanie ciągłego przeszkadzania na moich lekcjach - oschle zwróciła się do mnie. Pani Needle była kobietą w podeszłym wieku. Skłamałabym mówiąc, że nie była zwyczajną, starą jędzą. Jej czarne, krótkie włosy miały wiele oznak siwizny. Skórę dosyć jasną, pomarszczoną i ozdobioną licznymi piegami. Dziwnie skośne, piwne oczy wraz z wyraźnymi brwiami przyprawiały ją o wrażenie wrednej, czyli właściwie takiej jaką w rzeczywistości jest. Mogłabym także stwierdzić, że wyglądała na groźną, lecz gdy przychodziło co, do czego nie potrafiła zrobić nic poza nastraszeniem trochę uczniów.Już na początku była do mnie specyficznie nastawiona. Wtedy byłam cichsza, milsza, inna, a jej uraza do mnie z dnia na dzień tylko wzrastała. Moja do niej także.
Nie mogąc się powstrzymać wywróciłam oczami na jej uwagę, wywołując śmiech u paru uczniów. Hunter spojrzał na mnie znacząco, chcąc, abym nie wdawała się z nią w dyskusję. Zwyczajnie go zignorowałam.
- Mackenzie, to bardzo niekulturalne wywracać oczami na innych! - upomniała mnie, unosząc palec w górę. Z ledwością powstrzymałam się od prychnięcia. Needle odwróciła się kolejny raz do tablicy. Zazwyczaj na takim etapie nasza dyskusja się kończyła, lecz w związku z moim i tak zepsutym już humorem wypaliłam niegrzecznie:
- Przypominam o tym, iż nie jest pani moją matką - warknęłam - To nie pani zadaniem jest uczenie mnie kultury - z ledwością powstrzymałam się od krzyku, moją twarz zalało ciepło. - Niech chociaż raz zajmie się pani własnym życiem - wysyczałam w jej stronę. Dopiero chwilę potem zorientowałam się co tak na prawdę powiedziałam.
Kobieta rozszerzyła oczy w zdziwieniu, gdy z powrotem się do mnie odwróciła. Jej nozdrza komicznie szybko się poruszały, ukazując złość jaka w nią wstąpiła. Wydawało się jakby Hunter wraz z resztą uczniów na chwilę wstrzymali oddech. Czułam jakbym była tam tylko ja, ona i nasza narastająca z sekundy na sekundę złość. To był pierwszy raz, gdy doprowadziłam ją do takiego stanu, jednak adrenalina jaka we mnie wstąpiła nie pozwoliła mi się spokojnie oraz bezpiecznie wycofać. Jej lodowaty wzrok przeleciał mnie od góry do dołu. Przez chwilę panowała cisza.
- To jest niedorzeczne! - wrzasnęła w końcu tak głośno, że podskoczyłam przestraszona na krześle. W końcu stała tylko parę kroków ode mnie, a krzyk był u niej dosyć niecodzienną sprawą. - Słuchaj mnie Fortman, wstawaj z tego krzesła i do Pana Walta! Ty także Devon! - tak ja ja była cała czerwona, nawet zwracając się do Huntera. Walt był przyjacielem dyrektora i jednocześnie opiekunem pierwszoroczniaków, zwyczajnie każdy się go bał, ale z poziomem gniewu jaki wtedy w sobie miałam nawet się tym nie przejęłam.
Wstałam i otworzyłam usta, aby coś odpowiedzieć, gdy coś, a raczej ktoś pociągnął mnie z całej siły za ramię. Wpadłam na tors mojego przyjaciela. Wypuściłam z siebie powietrze, zaskoczona.
- Mac, odpuść - warknął w moje ucho, nachylając się nade mną.Niemal wyniósł mnie z sali, wiedząc co dokładnie miałam ochotę zrobić, a gdy znaleźliśmy się już na korytarzu, zaczął zdenerwowanym, podniesionym głosem:
- Mac! Co ci strzeliło dzisiaj do łba, co? - strzelałam, że nie był zdenerwowany przez samą sytuację, jaka się wtedy zdarzyła, a konsekwencję jakie mogły nas przez to spotkać. Ściskał mój łokieć, patrząc się na mnie ze złością. Syknęłam, odsuwając się od niego. Oddychałam dość szybko, przyswajając do siebie wszystko z ostatniej godziny. Ze strachem spojrzałam w końcu w stronę chłopaka. Jego także nie widziałam w takiej złości, Hunt zazwyczaj jest cichy, miły, spokojny. Nie byłam pewna czy nie był to przypadkiem pierwszy raz, gdy go takiego widziałam. Przez chwilę poczułam się winna, to przecież przez moje niewyparzone usta teraz narobiłam nas niepotrzebnego kłopotu. On także podniósł na mnie wzrok. Trzymał usta mocno ściśnięte. Przegryzł wargę, tupiąc nogą w podłogę. Pomiędzy nami panowała dosyć długa cisza, nawet nie wiem ile to tak naprawdę trwało.
- Hunter, ja Cię...- zaczęłam, ale zostało mi to przerwane:
- Skończ, błagam, Mackenzie, jeszcze jedno słowo, a nie będę za siebie ręczył - warknął - Teraz chodź - wskazał głową na korytarz prowadzący do części nauczycielskiej. Skinęłam nieśmiało, schylając głowę. Przyglądałam się moim ruszającym się nogom. Cała ta odwaga, którą miałam tak niewiele czasu temu zwyczajnie znikła, zostawiając mnie zmieszaną, zawstydzoną i onieśmieloną tym wszystkim. ,,Droga'' nie zajęła nam zbyt wiele czasu. Parę chwil później staliśmy już przed dużymi, drewnianymi, wahając się przed zrobieniem następnego kroku. Sama tabliczka z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem naszego opiekuna mógł skutecznie zniechęcić człowieka.
Oboje wymieniliśmy spojrzenia, w końcu uniosłam pięść, zatrzymując się tak na chwilę. Strach mnie paraliżował.
Nie, stop! Mac, wariujesz! Otwórz te drzwi i tak nie może być już gorzej.
Tak zrobiłam, puknęłam delikatnie o materiał przede mną, czekając na reakcję, której nie było. Powtórzyłam swoją akcje tyle, że mocniej. Wciąż nic. Wraz z Hunterem rzuciliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia.
- Co teraz? - odezwałam się.
- Czekamy - powiedział oschle, siadając na podłodze i odwracając się do mnie plecami.
- Hunter - zaczęłam, tym razem mi nie przerwał. - Naprawdę Cię przepraszam, wezmę wszystko na siebie, tylko proszę, rozmawiaj ze mną - przez chwilę trwała cisza, którą przerwał głos mojego przyjaciela:
- Ja - zająkał się - tak właściwie nawet nie wiem dlaczego jestem zły - roześmiał się trochę smutniej niż zwykle. - Po prostu... Cholera, wiesz jak zależy mi o czystej karcie w szkole, a ty...
Spuściłam głowę, kolejny raz coś zepsułam.
- Fortman! Devon? Panienki Mackenzie mogłem się w końcu spodziewać, ale ciebie? - po korytarzu rozległ się głos Walta. Przegryzłam wargę, czując narastające poczucie winy. Zachowywałam się niczym dziecko, które najpierw rozrabia, a potem ma wielki ochrzan od rodziców. Speszona schyliłam głowę. - No! - kontynuuje wraz z niby radością - To, co was do mnie przyprowadziło? - śmieje się gorzko, a mnie przechodzą małe dreszcze.
- Panie Walt, my naprawdę... - zaczyna Hunter, ale po chwili zostaje mu to przerwane przez krzyk podopiecznego.
- Nie ciebie pytam! - roznosi się po szkole. Kolejny raz wciągu tego dnia cisza zamiast ratować zdawała się pogarszać naszą sytuację. - Mackenzie - ciągnie fałszywie spokojnym, sympatycznym głosem.
- To nie jego wina - powiedziałam pewnie, w myślach zastanawiając się skąd wzięła się we mnie taka ,,odwaga''.
- Oczywiście, że nie jego, nie trudno domyślić się, że przyjaźń z tobą prędzej czy później go tu zaprowadzi - prychnął lekko, a ja nie ukrywałam mojego zirytowania oraz urażenia jego uwagą. - Co dokładnie się stało? - spytał, siadając na swoim obracanym krześle, w tym samym momencie wyjmując pewne papiery i zapisując coś na nich. Oboje - ja i Hunter - milczeliśmy. - No, proszę! - zachęcał, sztucznie się uśmiechając.
- Mieliśmy pewną sprzeczkę...Z Needle, znaczy się, panią Needle - zaczęłam, chwilę zajmuje mi ogólne tłumaczenie sytuacji wraz ze specjalnym omijaniem pewnych szczegółów. Walt z sekundy na sekundę coraz bardziej marszczył brwi, wydając się być dziwnie nieobecnym. Przeklinałam się w myślach za doprowadzenie nas do tej sytuacji. Chwilę siedział, zapewne zastanawiając się co zrobić, gdy w końcu odezwał się:
- Panienko Mackenzie, to nie pierwszy raz, jeżeli chodzi o skarżenie się nauczycieli, ale cholera - wybuchnął śmiechem, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie, nie spodziewając się jego doboru słów. - Niech mnie panienka nie rozśmiesza, co tak naprawdę zdenerwowało panią Needle tak bardzo, aby przysłać waszą dwójkę, aż do mnie? - spytał rozbawiony.
- Przecież panu powiedziałam - odpowiedziałam tak grzecznie, jak tylko potrafiłam, zerkając ukradkiem na skrępowanego Huntera.
- A! No i tu jest pewien problem! - niemal krzyknął wraz ze złośliwym uśmiechem na twarzy. - Nie wierzę ci! - dodał po chwili, a ja zmrużyłam oczy, czując wzrastając złość. Nie mam pojęcia czy go to bawiło, ale zdecydowanie tak to wyglądało. Uspokoiłam się, jednak delikatnie, czując pod stołem rękę mojego przyjaciela na mojej. - Teraz co do ciebie Devon - zwrócił się do niego. - Mówiąc szczerze, jestem niesamowicie zmieszany - powiedział z ,,niby smutkiem''. - To pierwsza taka sytuacja związana z tobą, nie rozumiem także dlaczego wciąż chronisz tą dziewuchę - dodał, krzywiąc się lekko. Zachichotałam pod nosem, słysząc to. - Jako to pierwszy taki przypadek nie zamierzam dzwonić do twoich rodziców, z przykrością muszę, jednak stwierdzić, że dyrektor zostanie o tym poinformowany - zakończył w końcu.
Siedzieliśmy spokojnie, gdy Walt poinformował o tym dyrektora oraz dzwonienia do mojej matki.
- Och! Dzień dobry pani Fortman! Miło mi, Hans Walt, podopieczny pierwszoklasistów naszego liceum - mówił sztucznie sympatycznym głosem. - Dzwonię z powodu pańskiej córki, Mackenzie. Nie, nie, wszystko z nią w porządku! - zapewnił szybko ze śmiechem. - Chodzi bardziej o jej zachowanie, które w ciągu ostatnich miesięcy zdecydowanie się pogorszyło. Wszyscy sądziliśmy, że może być to przejściowy kryzys, jednak sytuacja zamiast się polepszać, pogarsza się.
Co chwilę patrzyłam się nerwowo na Huntera, udając, że mnie to nie rusza. Nieskutecznie, bo chłopak doskonale to wyczuł.
Zostały nam jeszcze dwie lekcje, które zleciały nam niemiłosiernie wolno. Hunter trzymał dystans, właściwie wcale nie odzywał się, gdy tego nie musiał. Ja zresztą po sytuacji z Waltem oraz dyrektorem także nie miałam wielkiej ochoty, aby z nim rozmawiać, zwłaszcza, że od razu poruszyłby ten temat. Na stołówce także usiedliśmy w dwóch kompletnie innych miejscach co poskutkowało, że jakaś dziewczyna, idąc, aby się do mnie dosiąść wylała na moją bluzkę całą swoją zupę. Oczywiście, po tym incydencie przepraszała mnie chyba tysiąc pięćset razy, tłumacząc, że się zagapiła oraz proponując mi pożyczenie jej ciuchów, ale się na to nie zgodziłam. Właśnie takim sposobem resztę lekcji siedziałam w stroju do wychowania fizycznego. To, co czułam po akcji z Needle było dosyć dziwne. Z jednej strony czułam dumę, z drugiej zaś zażenowanie. Sądzę, że gdyby nie to, że wplątała w to wszystko Huntera mniej bym się tym przejęła.
Wychodziłam właśnie ze szkoły ze słuchawkami w uszach, gdy zostałam pchnięta na ziemię. Z piskiem upadłam, obdzierając sobie skórę na rękach. Spojrzałam w górę, ale nie zobaczyłam nikogo. Pośpiesznie wstałam, otrzepując się i zdezorientowana, rozglądając na wszystkie boki. To było szybkie i niespodziewane. Jęknęłam lekko czując ból, ale szłam dalej tym razem pozostając bardziej ostrożna. Nagle poczułam szarpnięcie za rękę, odwróciłam się, widząc za sobą brunetkę, której włosy były porozwiewane na wszystkie możliwe strony.
- P-przepraszam - wydyszała lekko. - To na ciebie wpadłam, tak? - powiedziała szybko, marszcząc brwi na widok mojej zdziwionej miny.
- Tak - odpowiedziałam cicho, chwilę potem się otrząsając. - Znaczy, to nie ważne - wydusiłam z siebie, starając się uśmiechnąć.
- Jak masz na imię? - także się uśmiechnęła.
- Och, Mackenzie - podałam jej rękę, bezwiednie się rumieniąc. Dziewczyna zachichotała, w ciągu paru sekund niemal rozpływając się w powietrzu. Stałam tam przez chwilę osłupiała, po czym wróciłam do powolnego spacerowania w stronę domu. Jak na połowę września było dosyć zimno, dlatego przeklinałam się w myślach za nie wzięcie ze sobą żadnej bluzy. Przyglądając się swoim butom wreszcie doszłam do miejsca swojego zamieszkania. Westchnęłam lekko podczas odkluczania drzwi i po raz kolejny znalazłam się w tym pustym domu. Położyłam klucze na jedną z wysp kuchennych i skierowałam się do swojego pokoju.
--------------------------------------------
Hejka, heja, hej! Witam was z powrotem!
Założenie, że będę pisać te ff rozdział na tydzień jest błędne, bo czasem może mi coś wypaść. Dlatego postanowiłam od teraz rozdziały dodawać co dwa tygodnie, może w sobotę, jeszcze nie wiem. Osobiście sądzę, że zjebałam koniec, ale jak tylko będę miała czas to poprawię.
- Pozdrawiam, April
Bardzo ciekawy wpis. Będę tu zaglądać. Zapraszam też do mnie na bloga, gdzie pojawił się już prolog.
OdpowiedzUsuńhttps://youareethereason.blogspot.com/